Partnerem serwisu jest firma M.K.Szuster

Wakacje pradziadka, czyli konnym wozem na Pojezierze Brodnickie

2015-06-26 12:00:06 (ost. akt: 2015-06-26 12:19:22)
Tylko nieliczni na wakacyjne wypady mieli do dyspozycji automobil

Tylko nieliczni na wakacyjne wypady mieli do dyspozycji automobil

Autor zdjęcia: Archiwum Krzysztofa Kliniewskiego, Janusza Laskowskiego i Stanisława R. Ulatowskiego

Przypominamy, jak w przeszłości nasi dziadkowie odpoczywali w letnie dni, by nabrać sił (jak to mawiano) na jesienne i zimowe dni. Nie były to wczasy w Egipcie, Turcji, Grecji czy Chorwacji, ale nad jeziorami Tyliczek, Partęczyn i na brzegu Drwęcy.

Według relacji najstarszych mieszkańców Nowego Miasta Lubawskiego, w okresie międzywojennym nowomieszczanie starali się dobrze wykorzystać okres letniego wypoczynku. Każdy, w zależności od możliwości finansowych, wybierał stosowną dla siebie formę wypoczynku. Najbardziej popularne były jednak wyjazdy za miasto. Takie wypady najczęściej organizowały stowarzyszenia, działające w mieście i organizacje, takie jak kupcy i rzemieślnicy. Brały w nich udział najczęściej całe rodziny. W trakcie tych wycieczek świetnie się bawiono. Śpiewano, wymyślano różne konkursy i zabawy. Była to doskonała okazja do integracji.

Powrót na wesoło


Miejsca wyjazdów wybierano tak, aby do nich dotrzeć zaprzęgami konnymi lub koleją, a rzadziej automobilami, których w okolicy Nowego Miasta było najwyżej kilka. Wyjeżdżano najczęściej do okolicznych miejscowości. Partęczyny, Rakowice, Tyliczki, Nielbark, Skarlin lub Pokrzydowo — to główne miejsca wypadów. Wyruszano w godzinach przedpołudniowych, a powrót najczęściej (w wesołej atmosferze) był już po zachodzie słońca.

Wyjazdy rodzinne


Najczęściej wyjazdy odbywały się w gronie rodziny lub znajomych. Miejsca letnich wycieczek były podobne, jak przy wyjazdach grupowych, czyli odwiedzano okoliczne miejscowości z jeziorami w krajobrazie. Do Tyliczek jeżdżono koleją, natomiast młodzież wykorzystywała posiadane rowery, zazwyczaj zabierając kolegów (lub częściej koleżanki) na ramie czy bagażniku. Tylko nieliczni, lepiej sytuowani, wykorzystywali posiadane auta lub motocykle. Ci mogli sobie pozwolić na dalsze letnie eskapady. Wybierano najczęściej miejscowości nadmorskie — kurorty takie jak Sopot, Gdynia czy Hel. Pobyt nad morzem to było nie tylko opalanie się na piaszczystym brzegu czy kąpiele w słonej wodzie, ale także wycieczki parostatkami i długie spacery brzegiem morza. Wyjeżdżano też w polskie góry. Zwłaszcza Zakopane i Krynica Górska były często odwiedzane przez naszych dziadków. Opowieści o szczytach gór sięgających nieba czy słonej wodzie słuchającym wydawały się wówczas czasami niewiarygodne. Jednak w tym czasie niewiele osób mogło sobie pozwolić na takie podróże, a osoby w podeszłym wieku nigdy nie widziały ani gór, ani morza.

Pobyt na wsi


Młodzież i niepracujące kobiety często w okresie żniw wyjeżdżały do rodziny na wieś. Za pomoc rodzinie podczas zbioru zbóż niekiedy zapłatą było ziarno na mąkę, ziemniaki czy warzywa. Czas ten dla mieszkających w mieście osób był też swego rodzaju atrakcją, bowiem mogli wykazać się w pracy i pomóc swoim rodzinom i przy okazji trochę wypocząć na łonie natury.

Dla ochłody Drwęca?


Wszyscy mieszkańcy miasta każdą wolną chwilę spędzali nad rzeką. Drwęca stanowiła atrakcję dla młodych i starszych. Na jej brzegach przez wszystkie upalne dni było dużo wypoczywających, a na niektórych naddrwęckich łąkach wręcz brakowało miejsca na rozłożenie koca. Ogromnym powodzeniem cieszyła się okolica małego mostku, tzw. miałkie, plaża „księdzowa”, gizowe bądź słynna sambana. Starsze osoby z pewną nostalgią wspominają niebezpieczne skoki z mostku, które w oczach gapiów były szczytem odwagi. Niestety takie wyczyny niekiedy kończyły się tragicznie, Drwęca prawie co roku zabierała nawet po kilka ofiar. Wieści o tragicznym skoku na główkę, ofierze szoku termicznego lub utonięciu w końskim dole elektryzowały miasto i okolice. Ale takie informacje na długo nie odstraszały plażowiczów znad Drwęcy. Rzeka była także częstym szlakiem spacerów kajakowych i rejsów łodziami — nawet pod prąd.
Krzysztof Kliniewski


Czekamy na Wasze zdjęcia i opisy pięknych zakątków regionu, kliknij tutaj, aby dodać swój artykuł lub skontaktuj się z nami pod adresem redakcja@ziemiachelminska.pl.

Komentarze (1) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. j. #1763363 | 217.99.*.* 26 cze 2015 14:28

    W latach pięćdziesiątych nad Partęczynami było latem miejsce obozowania drużyn harcerskich z całej Polski.

    Ocena komentarza: warty uwagi (2) ! - + odpowiedz na ten komentarz

Polecamy